Witajcie kochani, dzisiaj opowiem wam jak ugryzienie komara wywołało we mnie atak paniki. Brzmi nieprawdopodobnie, prawda? A jednak udowodnię wam że to możliwe...
Prawie
każdy z nas doświadczył kiedyś tego nieprzyjemnego uczucia, jakim jest atak
paniki. U niektórych mogło go wywołać jakieś silne, emocjonalne przeżycie, u
innych z pozoru błaha sprawa zupełnie tak, jak u mnie. Z nerwicą zmagam się już
od ponad dwóch lat i w ciągu tego czasu przeżyłam kilka silniejszych lub
słabszych ataków paniki, które spowodowane były przeróżnymi czynnikami. Nigdy
jednak nie spodziewałabym się, że pewnego dnia mój atak paniki wywoła… Komar.
Przebywałam
wtedy na Erasmusie we Włoszech i postanowiłam wybrać się na weekend do Bolonii,
jako że od zawsze było to moim marzeniem. Pokój jaki wynajmowałam na te kilka
dni bardzo przypadł mi do gustu, zupełnie tak jak całe mieszkanie i
rozciągający się z niego widok, na słoneczną Bolonię. Jedyną wadą okazał się
właściciel, który z pozoru miły, miał w sobie coś dziwnego - coś w oczach, co
przeważnie każe trzymać się z dala od takiej osoby. Moja przyjaciółka była tego
samego zdania – właściciel był dziwny i należało trzymać się od niego z daleka,
a pokój zamykać na klucz, gdyby ten postanowił nocować w mieszkaniu.

Przyszła
pierwsza noc; upojone bolońskim winem, najedzone spaghetti i zakochane w
architekturze i pięknej pogodzie, wróciłyśmy do hotelu w świetnych humorach. Gdy
weszłyśmy jednak do naszego pokoju, ogarnął nas dziwny niepokój związany z
właścicielem mieszkania i jego domniemanymi niecnymi zamiarami co do nas –
młodych, bezbronnych dziewczyn, samych w obcym mieście. Zaczęłyśmy się nakręcać
nawzajem, że ów właściciel na pewno nas zgwałci, że pewnie nam coś już dosypał,
lub że wejdzie w nocy do naszego pokoju i nas zabije, a zwłoki wyniesie w
plastikowych workach. Później zaczęło się sprawdzanie szafy i pustej,
zakurzonej przestrzeni pod łóżkiem, w poszukiwaniu zaczajonego na nasze życia, „creepa”
– jak go nazwałyśmy. Mowy nie było, żeby pójść samemu siku, bo żeby dojść do
łazienki, trzeba było przejść przez ciemny korytarz i kuchnię, w której
przecież mógł czaić się ,,creep”. Pęcherz jednak mówił swoje i tym sposobem, mając
na sobie białe trampki i satynowe spodnie w panterkę udałam się za potrzebą,
ściskając w ręce gaz pieprzowy…
Oczywiście
nic mi się nie stało, a w mieszkaniu byłyśmy tylko my dwie, ale ziarnko
niepewności zostało zasiane i tamtej nocy zasnęłam z dużym niepokojem w sercu i
lekko drżącymi kolanami. Nic więc dziwnego, że niemal pół godziny później
nadszedł jeden z najgorszych ataków paniki, jakich kiedykolwiek w życiu
doświadczyłam.

Przebudziłam
się dziwnie poddenerwowana, czując, że coś jest wyraźnie nie tak. Spojrzałam na
zegarek – wskazywał północ czterdzieści pięć. Po chwili zrozumiałam co było nie
tak; swędziało mnie całe czoło i lewe oko. Zdążyłam się już podrapać trochę
przez sen i na powiece wyczułam lekkie zgrubienie, a dotykając go delikatnie
palcem, mój niepokój rósł coraz bardziej. Zaczęło się gorączkowe rozmyślanie,
dlaczego swędzi mnie oko i czoło, a właściwie to już cała twarz? Czyżbym
dostała alergii? Co jeśli zaraz spuchną mi policzki i szyja i się uduszę? Nie
było mowy o dalszym spaniu, więc po chichu, by nie budzić mojej słodko śpiącej
przyjaciółki, sięgnęłam po telefon i zrobiłam sobie zdjęcie mojego oka. W
pokoju było ciemno, więc potrzebowałam flesza, który na chwilę oślepił moje
nieprzyzwyczajone do światła źrenice. Spojrzałam na żałosne zdjęcie, które
sobie zrobiłam i moim oczom ukazał się widok lekko zaczerwienionej twarzy z
dość wyraźnie spuchnięta lewą powieką.
To
wystarczyło, żebym zaczęła panikować. Po pierwsze byłam w obcym mieście, ba – w
obcym kraju, po drugie nie miałam dostępu do:
a)
lekarza
b)
leków przeciwalergicznych
c)
mamusi i tatusia
d)
mojego chłopaka, który wie jak sobie radzić z takimi atakami
I wreszcie po trzecie, PUCHŁO
MI OKO! Jak dla osoby, która panicznie boi się uduszenia jest to najwidoczniej
wystarczający widok by stwierdzić, że na pewno zaraz spuchnie jej cała twarz,
szyja, krtań i stąd już prosta droga do uduszenia, no i oczywiście do śmierci…
Próbowałam jeszcze jakoś powstrzymać ten nadchodzący
przypływami i odpływami atak paniki, ale podświadomie wiedziałam, że to już
przegrana walka. Przewróciłam się na plecy i oparłam o zagłówek łóżka, a prawą
ręką sięgnęłam w kierunku szafki nocnej, na której leżały zbawienne leki uspokajające.
Ciemność w pokoju działała na moją niekorzyść – strąciłam niemal wszystko co
leżało na niewielkiej, drewnianej szafce i cicha noc rozbrzmiała przeraźliwy dźwiękiem
przedmiotów upadających na ziemię. Woda! Gdzie jest woda, przecież muszę czymś
popić tabletkę – myślałam gorączkowo spoglądając na moją przyjaciółkę, która
nadal, o dziwo spała.
Skończyło się na tym, że musiałam ją obudzić i od razu
podzielić się z nią moimi spostrzeżeniami i rosnącym lękiem. Moja przyjaciółka
zapaliła światła i niestety, o z grozo, przyznała mi rację, stwierdzając, że
istotnie mam spuchniętą powiekę i, że to pewnie alergia na pierze, po czym obróciła
się na drugi bok i poszła spać. Dla mnie, natomiast zaczęło się bezsenne
półtorej godziny, podczas których czułam jak puchnie mi twarz i szyja, jak
zwęża mi się krtań i jak zaczynam się dusić. Niemal słyszałam jak ze świstem
wciągam i wypuszczam powietrze ze zwężonych dróg oddechowych, które za chwilę
miały się zamknąć bezpowrotnie i pozostawić mnie na niechybną śmierć w tym
bolońskim łóżku z pierzem, na które faktycznie jestem uczulona.

Jak wszyscy dobrze wiemy nic mi się nie stało i półtorej
godziny później, po dwóch tabletkach „Valusedu”, kilku głębszych wdechach w
oknie i zmianie pozycji jakieś trzysta razy, zasnęłam wreszcie lekkim snem,
śniąc o pierzu, testach alergicznych i słonecznej Bolonii słysząc w tle tylko
ciche bzyczenie komara…
Witam serdecznie ♡
OdpowiedzUsuńStraszna historia. Kilka razy w życiu również zdarzył mi się atak paniki, zdecydowanie nie jest to nic co chciałoby się przeżyć. Niestety, takie sytuacje się zdarzają. Najważniejsze, że koniec końców historia zakończyła się dobrze. Sama nie wiem co zrobiłabym w takiej sytuacji. Oby coś takiego już nigdy nie miało miejsca.
Pozdrawiam cieplutko ♡
Bardzo emocjonalna historia :3
OdpowiedzUsuń