Co zaskoczyło mnie we Włoszech?


Witajcie Kochani!

A więc mamy drugi post! Nie spodziewałam się tego, ale jednak, udało się. Czasem potrafię jeszcze zaskoczyć samą siebie. Ale nie przedłużając, dzisiejszy post chciałam poświęcić temu, co zaskoczyło mnie we włoskiej kulturze, we Włoszech jako kraju, w ich kuchni, zwyczajach i ogólnie całej "włoskości."

Jako, że w kraju winem płynącym mieszkam już ponad pięć miesięcy, to nazbierało się trochę ciekawostek, którymi chętnię się z wami podzielę. Pamiętajcie jednak, że odnoszę się głównie do południa Włoch, a dokładniej Campani, ponieważ właśnie tutaj mieszkam. Na północy, czy w innych regionach Włoch może być zupełnie inaczej. 




1. Siesta to nie mit.

To nie tak, że nie wiedziałam, że w południowych krajach jest siesta, w czasie której ludzie odpoczywają i wszystko jest zamknięte... Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że jest to na aż tak dużą skalę i że dosłownie wszystko jest zamknięte między 13 a 16. Przez pierwszy miesiąc zupełnie nie mogłam się do tego przyzwyczaić, że wychodząc z mieszkania o godzinie 14, musiałam się zaraz wrócić, bo nic nie byłam w stanie załatwić. Na początku było to dość denerwujące, potem jednak przywykłam. Dla nas Polaków jest to dość dziwne zjawisko, bo u nas 13-16 to godziny tzw. szczytu, w których normalnie toczy się życie. Tutaj, w tych godzinach całe miasto zdaje się zasypiać, by obudzić się dopiero wieczorem...



2. Nie ma tu soku malinowego!

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy pewnego wieczoru wybrałyśmy się na pizzę do pobliskiej restauracji i chciałyśmy zamówić sobie piwo z sokiem malinowym, a właściciel restauracji popatrzył na nas jakbyśmy były z kosmosu. Dopytał nawet, czy napewno dobrze zrozumiał i czy napewno chodzi nam o sok malinowy... Gdy wyjaśniłam mu, że w Polsce pije się piwo z takim sokiem, nie mógł uwierzyć. Piwo? Z sokiem malinowym? Ale jak to?! Tutaj jest to niepojęte, a w supermaketach napewno nie znajdziecie naszego starego dobrego sok malinowego. Jedyne soki (a właściwie syropy) owocowe jakie tu mają to Amarena. Spokojnie, nie taka Amarena! Zwykły syrop wiśniowy. Nie smakuje tak jak malinowy i na pewno nie polecam łączyć go z piwem.



3. Przepisy drogowe nie istnieją.

Może nie tak, że nie istnieją, ale nikt ich tu nie przestrzega. Włoscy kierowcy to prawdziwi piraci drogowi i zanim przejdziecie przez ulicę, rozejrzyjcie się dokładnie, czy na pewno nikt nie czyha na wasze życie. Sama prawie zginęłam pod kołami włoskich samochodów i to niejednokrotnie. Ludzie jeżdżą tu jak im się podoba, bez zasad pierszeństwa, bez znaków, bez niczego. Klaksony, natomiast, służą im jako sposób by pozdrowić znajomych na ulicy, powiedzieć "cześć", albo tak po prostu sobie zatrąbić. Wisienką na torcie są jednak ronda! Przekonałam się o tym, gdy jechałam ze swoim znajomym - Włochem i gdy mówiąc mi o tym jak dobrym jest kierowcą, pojechał na rondzie pod prąd. 

4. Godzina 14 to już dla nich wieczór

Być może jest to kwestia bardziej językowa, albo regionalna, ale prawda jest taka, że po godzinie 14 a czasami nawet już 13.30, Włoch zamiast mówić Buongiorno (dzień dobry), powie Buonasera (czyli dobry wieczór. Gdy pierwszy raz to usłyszałam, właśnie o godzinie 14, pomyślałam że facet nie ma zegarka, jednak w miarę upływu czasu, zrozumiałam, że 14 to dla nich wieczór i już. Mimo to nadal zdarza mi się mówić Buongiorno nawet o godzinie 18....




5. Nikt tu nie mówi po angielsku!

Mowa tu oczywiście o południu i odległych obrzeżach Neapolu, gdzie nie ma aż tak dużo turystów. Tu, gdzie mieszkam mało kto zna język angielski i nawet wśród młodych ludzi znajomość tego międzynarodowego języka jest rzadkością. Z początku byłam tym trochę rozczarowana, bo mój włoski nie był aż tak dobry i liczyłam na konwersacje po angielsku. Niestety nie było to możliwe, więc chcąc nie chcąc musiałam używać włoskiego. Dziś stwierdzam, że wyszło mi to na dobre, bo zyskałam o wiele większa pewność siebie i przełamałam barierę językową. Uwierzcie każdy by ją przełamał, gdyby jedyną możliwością dotarcia do hotelu o 3 nad ranem było zapytanie o drogę po włosku. Pamiętajcie jednak, że w miastach typowo turystycznych, takich jak: Rzym, sam Neapol, Florencja, Bolonia, itd, język angielski jest oczywiście obecny i bez problemu się w nim dogadacie.



To już wszystko moi drodzy, oczywiście mam o wiele więcej spostrzeżeń na temat Włoch, oraz tego co mnie w tym kraju zaskoczyło, ale zostawię sobie to na następny post. Muszę zaznaczyć jeszcze raz, że to co napisałam to moje osobiste odczucia i obserwacje, które nie muszą być zgodne ze spostrzeżeniami innych ludzi.

Do zobaczenia w następnym poście, trzymajcie się!

CIAO!


Komentarze

  1. Ciekawe te fakty :) Najbardziej zaskoczył mnie ten z siestą

    zofia-adam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Zostaw komentarz, tak bym mogła odnieść się do twoich ewentualnych zastrzeżeń bądź pytań!
Zostaw też link do swojego bloga (Jeśli go posiadasz) Z chęcią cię odwiedzę!

Popularne posty z tego bloga

Jak ugryzienie komara wywołało we mnie atak paniki?

ONCE AGAIN